niedziela, 12 lutego 2012

XCI. Lycanthropus X

Lekkie skrzydła Thanatosa wstrząsają leśnymi gałązkami, a puszyste białe drobinki śniegu spadają na ziemię. Jego dotyk jest jak muśniecie palców, a jednak śpiący w śniegu nigdy się już nie obudzi, a gdy Thanatos w czasie zamieci się zjawia nic nie słychać w koło w porywach śnieżnej zamieci, jego stopy szybkonogie śladu nie zostawiają, gdy nad ziemią szybko na ducha kształt się przemieszcza. Lecz czy to on, czy on może ślad jakiś zostawiać. Gdy jego dotyk przenika śpiącego twarz, ten nie obudzi się już nigdy a Hypnos z bratem swym się złączy lecz nawet wtedy, gdy cichy, niemy głos przeniknie leśny mrok, to ślad żaden nie powstanie, bo śmierć we śnie przychodzi cicha i spokojna.



A ten miał ślady wyraźne, głębokie, ślady zębów na gardle. Jego twarz była przecięta, głęboko na ponad centymetr długimi pazurami, które wrzynały się w świeże mięso. Leżący w śniegu człowiek zginął lecz nie Thanatos w tańcu lekkim z Hypnosem pląsający sprawcą był tego. Zabiło go coś, coś co wyszło z lasu, i może tam jeszcze w czarnym mroku, pomimo jasnego księżyca, do przeniknięcia trudnym się czai. Bestia wyszła z lasu zabiła i sobie poszła. Jeździec zeskoczył z konia, podszedł do leżącego ciała. Martwy leżał na plecach, jeździec przewrócił go na wznak. Widział je, widział ślady długich szponów twarz przecinające. Wiedział co to znaczy. Człowiek, który zginął przybył z dala i nie spodziewał się, że znajdzie tu w dalekiej ziemi swoją śmierć. Ale jeździec wiedział znał legendy gór, wiedział, słyszał, o tym jak diabły w czarnym lesie opodal jaskiń głębokich harce odprawują i na wędrowców zaczajać się zwykły. A niektórzy nawet opowiadali o wilkołakach historie które nieopodal kryjówki w lasach podobno maja. Ale to legendy jedno.



A ten tu leżący na człeka w świecie bywałego wyglądał. Już jego miecz był dziwny, nie był to zwykły miecz jaki wojowie w tej ziemi miewają. Był to stary miecz z dziwną rękojeścią i gdyby jeździec bywał kiedyś w południowych krajach i cuda tamtejsze widział, to wiedziałby, że miecz ten to gladius, rzymski gladius. Ale to, że diabły lub inne siły jakoweś wędrowca zabiły to nic dziwnego, przecież każdy nawet wilkołak czy diabeł wie, że lepiej obcego niż swojego zabić. Więc to, że bestia wędrowca zabiła dziwnym się jeźdźcowi nie zdało. Jednak patrzył długo zwłoki i coś mu ciągle nie pasowało, nie wiedział co ale coś było nie tak. Ślady pomyślał. Bestia powinna zostawić ślady, ślady stóp w śniegu. Ale śladów nie było. A raczej były, tylko nie były to ślady bestii. Z niedowierzaniem spojrzał na śnieg, od głazu w stronę lasu prowadził wyraźny ślad, ale nie były to ślady wilkołaka, patrzył i choć nic zrozumieć nie mógł niknące ślady w lesie były to ślady stóp dziecka, nie urywały się prowadziły wprost w las. W czarną otchłań.

1 komentarz:

  1. no i jak tam ciąg dalszy? Oczekuję niecierpliwie ;D

    OdpowiedzUsuń

Link within

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...