sobota, 21 stycznia 2017

MDCLXI. ...

Sporo dni bardzo ostrego treningu pod rząd (ostrego przynajmniej jak na moje możliwości bo rzecz to względna) musiało się prędzej czy później skończyć i dziś od rana odczuwam umiarkowany efekt przetrenowania, stąd i czas na odpoczynek. I tak było nieźle 8 dni pod rzad po około 1,5 godziny treningu to była jak na mnie spora dawka, największa od początku listopada a możne nawet od września ale treningu na dworze jednak nie można porównywać.  Mogłem właściwie zrobić przerwę dwa dni temu ale bylem ciekaw ile dni z rzędu dam radę :)

piątek, 20 stycznia 2017

MDCLX. Kraków

W jakiś dziwny sposób Kraków i ja jesteśmy połączeni od czasów jak robiłem tam doktorat, a może nawet wcześniej od czasów, gdy w średniej szkole potrafiłem wsiąść w pociąg by tam pojechać pochodzić starymi ulicami, popatrzeć na łacińskie napisy i zabytki :D Bo co bym nie robił, i w którą stronę nie szedł w naukowych rzeczach, zawsze one tam w jakiś sposób lądują. I tak też wybór recenzentów w doktoracie, który promuje najprawdopodobniej znów w tą stronę pójdzie a ja zaliczę kontakty w kolejną, już którąś z kolei krakowską uczelnią.

MDCXLXIX. ...

Zawsze zastanawiało mnie co siedzi w głowach ludzi, którzy jednostronnie zrywają ze mną kontakt, by później odezwać się po kilku miesiącach, roku, w skrajnym przypadku kilku latach! licząc, że w przeogromnej nudzie, która mnie dręczy :D nie mam nic lepszego do roboty niż czekać aż się odezwą. Et recte dicunt stultitiam finem non habere ;) I tego rodzaju personae mogą jedynie audire stanowcze non :D

czwartek, 19 stycznia 2017

MDCXLXVIII. Alan Poe - Alone

 Piękne :)
 
 Alone
 
 From childhood's hour I have not been
        As others were; I have not seen
        As others saw; I could not bring
        My passions from a common spring.
        From the same source I have not taken
        My sorrow; I could not awaken
        My heart to joy at the same tone;
        And all I loved, I loved alone.
        Then- in my childhood, in the dawn
        Of a most stormy life- was drawn
        From every depth of good and ill
        The mystery which binds me still:
        From the torrent, or the fountain,
        From the red cliff of the mountain,
        From the sun that round me rolled
        In its autumn tint of gold,
        From the lightning in the sky
        As it passed me flying by,
        From the thunder and the storm,
        And the cloud that took the form
        (When the rest of Heaven was blue)
        Of a demon in my view.
Edgar Alan Poe

wtorek, 17 stycznia 2017

MDCXLXVII. Entuzjazm

Zawsze jak widzę mocno rozentuzjazmowanych ludzi, jakąś idea, pomysłem, itp. zastanawiam się, czy oni są całkiem normalni. Z neurobiologicznego punktu widzenia za takie zachowania odpowiada nasza małpia, lub nawet gadzia cześć mózgu, de facto wiec wtedy jesteśmy zwierzętami. Człowiek gdy się denerwuje, skacze krzyczy i wykazuje tym podobne zachowania jest w zasadzie zwierzęciem, i trudno zaliczać całkiem go do ludzi, gdyż w mózgu świecą mu się wtedy jedynie zwierzęce części. Natomiast w momencie zachowywania spokoju nad mózgiem przejmują kontrolę płaty przed-czołowe czyli najbardziej ludzka cześć mózgu. Stąd można wręcz powiedzieć - denerwujesz się, entuzjazmujesz - jesteś zwierzęciem, zachowujesz spokój - jesteś człowiekiem, jest w tym oczywiście pewne uproszczenie, ale z neurobiologicznego punktu widzenia, na tyle na ile zrozumiałem słuchane wykłady z tej tematyki i kilka przeczytanych książek tak to wygląda.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

MDCXLXVI. ...

W remoncie najbardziej denerwujące jest, że nie mam dostępu do moich rozmontowanych ciężarków. Zostały mi jedynie czterokilowe a z takimi lekkimi ciężko zrobić jakiś sensowny trening oporowy. Niestety muszę się nimi zadowalać tam gdzie ćwiczyłem 7, 9 a czasem 13 kilowymi :/
Za to po świątecznej przerwie towarzyszy mi tak totalne niewyżycie, że ostatnie dni robiłem 1,5 godzinne treningi złożone zwykle z trzech filmów Max out 30 + jeden z filmów z T25 + siłowe T25 lub PiYo. Przy czym znowu remont mnie trochę hamuje bo mam mało miejsca i nie mogę wsiąść się poważnie za drugi miesiąc Maxout30 a to jedyne ćwiczenia, z tych co robiłem jesienią, które były dla mnie jeszcze mocno trudne.
Niemniej 1,5 godziny treningu i 700kalorii spalonych na dzień przez kilka dni pod rząd powoduje, że chce się żyć :D



wtorek, 10 stycznia 2017

MDCXLXV. Silentium mihi pulchrum videtur

Nonne Vobis silentium pulchrum videtur? In mundo hodierno nimis est strepitus, nimiaque garrulitas. Pulchrum est autem naturam oculis apertis spectate et pulchritudinem eius observare, imprimis Id fieri potest in montibus cum stas et desuper mundum spectas:-)

MDCXLXIV. Silva hiemalis


Silva hiemalis silet, non est ventus non pluit
Hoc in loco in terra fortasse lupus uluit
Voce sua lunam spectat albam splendentem
Et silente ei aliquid respondentem


wtorek, 3 stycznia 2017

MDCXLXIII. Ajedrez

 Jaki ładny, wieloznaczny wiersz o grze w szachy i choć w same szachy no jugaba hace muchos ańos ;) i gram bez rewelacji, to wiersz jest ciekawy.

  I

En su grave rincón, los jugadores
rigen las lentas piezas. El tablero
los demora hasta el alba en su severo
ámbito en que se odian dos colores.

Adentro irradian mágicos rigores
las formas: torre homérica, ligero
caballo, armada reina, rey postrero,
oblicuo alfil y peones agresores.

Cuando los jugadores se hayan ido,
cuando el tiempo los haya consumido,
ciertamente no habrá cesado el rito.

En el Oriente se encendió esta guerra
cuyo anfiteatro es hoy toda la tierra.
Como el otro, este juego es infinito.

               II

Tenue rey, sesgo alfil, encarnizada
reina, torre directa y peón ladino
sobre lo negro y blanco del camino
buscan y libran su batalla armada.

No saben que la mano señalada
del jugador gobierna su destino,
no saben que un rigor adamantino
sujeta su albedrío y su jornada.

También el jugador es prisionero
(la sentencia es de Omar) de otro tablero
de negras noches y blancos días.

Dios mueve al jugador, y éste, la pieza.
¿Qué Dios detrás de Dios la trama empieza
de polvo y tiempo y sueño y agonías?

Jorge Luis Borges

MDCXLXII. Mieszanie języków

Chyba najciekawszym doświadczeniem, w zakresie języków które zacząłem stosować od zeszłych wakacji a na dobre w te, pod wpływem lektur o teorii uczenia się była zmiana jeżyków kilka razy w ciągu dnia przy czytaniu. Np. czytamy coś 2 godziny w jednym jeżyku potem 2 w innym, potem 2 w innym a potem znowu wracamy do pierwszego, lub całkiem losowo mieszamy kolejność, aby mózg nadmiernie się nie przyzwyczaił. oczywiście zamiast czytania mogą być filmy na youtube, podcasty, filmy, itp. choć ja jednak wolę czytanie, poza może hiszpańskim, którego brzmienie bardzo lubię, dziwnie mi to powiedzieć, ale brzmienie hiszpańskiego lubię bardziej niż brzmienie łaciny, cudny język w wymowie.
Takie podejście najpierw trochę meczy, zmuszając mózg do dużego wysiłku, ale potem jest bardzo fajne, bo nie nudzi poprawia myślę elastyczność mózgu i jest zabawne, a nauka powinna być zabawna a nie poważna. Ogólnie życie powinno być zabawne, bo inaczej po co to robić?

MDCXLXI. ...

Z jednaj strony lubię jak coś się dzieje ale z drugiej chyba od dawna nie miałem takiego młynu roboty na raz bo wiele spraw jakoś się zazębiło w jednym czasie. Składanie 2 gotowych doktoratów moich doktorantów, doktorat do recenzji, a wszystko to na 3 różnych uczelniach jeszcze remont mieszkania i cały burdel w którym to wszystko trzeba robić, i masa innych spraw projektowo artykułowych których naobiecywałem wielu znajomym z Polski i trzeba to teraz poodmykać. Jest fajnie, ale trochę za dużo tego.

MDCXLX. ...

Bez względu na wszystko tak jak i kilka lat temu a może jak i zawsze najbardziej odnajduję siebie w wierszu o Rycerzu, cudny wiersz i tak bardzo dobrze oddaje mnie w wielu aspektach. Zawsze jak go czytam, to jakbym w lustrze widział własną twarz.

http://keraunos-takiesobieprzemylenia.blogspot.com/2012/02/xiii-rycerz.html

MDCXLIX. Na znojną walkę




Na znojną walkę, krwawy bój z wrogami,
Każdego z nas sumienia wezwał głos,
Przebojem iść, a los iść musi z nami,
A jeśli nie, to przełamiemy go.

Życie lub śmierć rozdziela nam przypadek,
Najwyższym prawem, nam żołnierska cześć,
Granatów huk, bojowych wypraw ślady,
Twardego życia, twardą tworzy pieśń.
Bo nasza pieśń nie pachnie rozmarynem,
Nie ma w niej dziewcząt, ni pachnących ust —
Jak nasze życie pachnie krwią i dymem,
Pieszczotą rąk karabinowy spust.
Naszą muzyką cekaemów bicie,
Nocne ataki nam rozrywką są,
Choć wrogi pocisk przetnie czyjeś życie,
Kto pozostanie — wywalczy wolność swą.
Dość mamy mąk, skończyła się cierpliwość.
Dość pełnych więzień i spalonych miast.
Mścicielska pięść wymierzy sprawiedliwość,
A naszą pieśń podniesie aż do gwiazd.

Bo nasza pieśń nie brzęczy łańcuchami,
Kipi w niej bunt, nasz sprawiedliwy gniew.
Ten przeciw nam, który nie idzie z nami,
Jak wyrok groźny jemu jest nasz śpiew!

poniedziałek, 2 stycznia 2017

MDCXLVIII. ...

Tak jak napisałem, że sportowo poprzedni rok był bardzo udany, tak też i naukowo było dobrze, a zwłaszcza końcówka ułożyła się świetnie. Póki co wszystkie elementy mojego planu ułożyły się dobrze i jeśli tylko nie stanie się coś złego powinienem w cztery lata mieć w zasadzie wszystko co potrzebuję. Sam jestem zdziwiony jak bardzo łatwo to poszło i aż mnie to trochę przeraża, bo bogowie nie dają nic za darmo. Za wszystko trzeba zapłacić. 

MDCXLVII. ...

Jedną z podstawowych zalet robienia zima szybkich i długich treningów, poza ogromnym wzrostem formy zarówno ogólnej, jak i potem latem oraz ochroną przed kontuzjami poprzez dobre wyćwiczenie wszystkich mięśni a nie tylko tych "służących: do ulubionych sportów, jest ich bardzo dobry wpływ na moją psychikę. Wcześniej zawsze jesienią było mi jakoś smutno i dziwnie. Oczywiście teraz też trochę brak mi lata, ale smutek minął przeszedł jak zły sen. Odkąd ćwiczę co najmniej pięć dni w tygodniu zawsze i wszędzie bez względu na porę roku zawsze mam gdzieś w sobie większą lub mniejsza radość. Brak mi co prawda letniej ekstazy, bo do tego aby moja dusza wzniosła się do nieba potrzebuję błękitnego nieba, upału i wielogodzinnego wysiłku, ale i tak nie jest źle.

sobota, 31 grudnia 2016

MDCXLVI. Znajomość literatury

Przy rozmowie z pewnym znajomym dowiedziałem się, że na angielskich uniwersytetach można studiować literaturę łacińską po angielsku bez znajomości łaciny. Doprawdy nie mam pojęcia w jaki sposób można znać literaturę łacińską bez znajomości łaciny? To tak jakby ktoś nie znający ani słowa po polsku powiedział, że jest świetnym znawcą literatury polskiej. Co można na takie dictum zrobić  innego jak wybuchnąć salwą śmiechu? Bo przecież w jakiejkolwiek literaturze, a zwłaszcza pięknej, nie da się oddzielić formy od treści. Na ten przykład wiersz przetłumaczony na inny język to w zasadzie całkiem nowy wiersz, a nie tylko jego tłumaczenie, zwykle gorszy od oryginału, może być że i lepszy, ale bez wątpienia inny. Co wiec zna "znawca" literatury, który poznał ją jedynie w przekładach na inny język?  Cała tego rodzaju zabawa przypomina lizanie lodów przez szybę :D

MDCXLV. Wymarsz uderzenia

Wymarsz uderzenia, w pięknym wykonaniu Contra mundum. Świetny zespół, nigdy jeszcze nie słyszałem tak wzruszającego wykonania powstańczych i wojennych piosenek.


 Wymarsz uderzenia

A jeśli bzy już będą, to bzów mi przynieś kiść
i tylko mnie nie całuj i nie broń, nie broń iść.
Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł
i ciebie z karabinem do końca będę niósł.
To wymarsz Uderzenia i mój i mój i mój
w ten ranek tak słoneczny piosenka nasza brzmi —
słowiańska ziemia miękka poniesie nas na bój —
A Polska gdy powstanie, to tylko z naszej krwi.
A Polska gdy powstanie, to tylko z naszej krwi.
A jeśli będzie lato, to przynieś żyta kłos
dojrzały i gorący i złoty jak twój włos
i choćby śmierć nie dała bym wrócił kiedy żyw,
poniosę z twoim kłosem słowiańskich zapach żniw.
To wymarsz Uderzenia i mój i mój i mój...
A jeśli będzie jesień, to kalin pęk mi daj
i tylko mnie nie całuj i nie broń iść za kraj.
Bo choć mi wrosłaś w serce, karabin w ramię wrósł
i ciebie z karabinem do końca będę niósł.
To wymarsz Uderzenia i mój i mój i mój...
Poniosę nad granicę kaliny, kłosy, bzy —
to z nich granica będą — z miłości, a nie z krwi,
granice mieć z miłości, w żołnierskich sercach U —
nasz kraj się tam gdzieś kończy, gdzie w piersiach braknie tchu.

piątek, 30 grudnia 2016

MDCXLIV. ...

Ciekawym doświadczeniem było dla mnie spotkanie z pewną osobą o tyle, że nigdy nie miałem większych kontaktów z introwertycznymi kobietami, ponieważ sam jestem tego rodzaju osobą i w zasadzie wszystkie moje koleżanki, osoby z którymi współpracuje itp. są mocno rozgadane i ekstrawertyczne, co nie dziwi bo osobiście z dużym trudem nawiązuje swobodny kontakt z nowymi osobami, zwłaszcza jak je mało znam i jestem raczej zamknięty w sobie. Normalnie wolę siedzieć sobie słuchając co inni mówią lub zagłębić się we własnych myślach niż dużo gadać, chyba ze kogoś dobrze znam, a i wtedy nie zawsze. Przynajmniej tak jest w prywatnych rozmowach, bo w zakresie występowania publicznego to jak mam w tym jakiś interes jestem w stanie "rozsmarować po podłodze" 95% oponentów, ale to kompletnie inna bajka, że tak powiem.  To ciekawe, ze zwykle bycie wycofaną osobą zwykle wiąże się również ze strachem przed wystąpieniami publicznymi a tego we mnie nie ma nic a nic, raczej im większe audytorium tym mnie to bardziej nakręca. Podsumowując przyznać muszę, że doświadczenie oceniam pozytywnie bo osoba była na tyle na ile moglem ją poznać (czyli póki co niewiele ;) ) bardzo interesująca, sympatyczna i ładna. I o ile  ładnych osób można spotkać sporo, to ciekawe i mające swoje zainteresowania kobiety są wielką rzadkością.

MDCXLIII. ...

Jako introwertyczny i schizoidalny osobnik  (choć moja introwertyczność jest lekko reformowana o tyle, że czasem umiem się maskować w niektórych okolicznościach i nie zawsze można to poznać, jak gdzieś się "rozkręcę", ale wystarczy "wsadzić" mnie w nowe okoliczności i ludzi i i tak to zaraz wychodzi, nie zrobisz z samotnego wilka stadnego zwierzęcia) z każdym rokiem coraz bardziej dochodzę do wniosku, że poza kontaktem z nielicznymi ludźmi których lubię i na których mi zależy jedyne czego oczekuje do świata to to aby się ode mnie odpieprzył, im mniej mam z nim kontaktu tym jestem szczęśliwszy :D

MDCXLII. Sport

Sportowo - ćwiczeniowo to był piękny rok. Przejechałem na rowerze 4000km, przebiegłem 1020km, przeszedłem po górach 355km a dodatkowo 115 godzin interwałowych treningów w domu. Pobiłem wiele swoich rekordów: rekord na 10 km, na 21km, przejście najdłuższej trasy w życiu po górach, najdłuższy ciągły bieg pod górę w życiu. Pięknie, przepięknie :) Wiele razy czułem się jakby mi u ramion wyrastały skrzydła, a ja dziki i wolny pędził poprzez toń błękitnego nieba do gwiazd, jak bardzo uwielbiam to uczucie endorfinowego haju, prawdziwie jak narkoman heroinę.
Choć ciągle wiele rzeczy mi się nie udaje i zwłaszcza w zakresie sprawności ogólnej mam ogromne braki, które dostrzegam, ale tak jest jak ktoś zabrał się za trenowanie mając ponad 20 lat a na poważnie ponad 30, będą w podstawce i średniej szkole w ogóle nie wysportowany i potem nie wraca do dawnej formy, ale wszystkiego uczy się na nowo. Ale nie powinno być to usprawiedliwieniem, bo nie ma usprawiedliwień dla własnej słabości a granicą jest jedynie niebo, można być lepszym, można, można, można, można. W zakresie formy mam jeszcze tyle do zrobienia jak choćby:
- pompka pilometryczna z klaskaniem za plecami - cudo, zakochałem się w tym od pierwszego wejrzenia, taki bajer, na razie doszedłem do poziomu pompki pilometrycznej z uderzeniem się w piersi jak mi wyjdzie w boki, ale posuwam się na przód :) 
Ale w końcu nie ma się gdzie spieszyć, co prawda podręczniki  twierdzą, że z wiekiem forma słabnie, ale na własnym przykładzie widzę, że empiria temu zaprzecza, a teoretycy niech tam sobie wypisują co chcą :D:D

MDCXLI. Guttae perfluant lente

Guttae per frondem perfluant lente
Cum eas spectas vere urgente
Et pulchra terra silescit, spectat
Nam imbrem silva illa expectat


środa, 28 grudnia 2016

MDCXL. Obraz uczonego

Stereotypowym obrazem uczonego jest mężczyzna mówiący szybko i zwykle o czymś za zakresu swojej specjalności, ale niemający bladego pojęcia o otaczającym go świecie. Bez zająknięcia opisuje genom muszki owocówki, w roztargnieniu smarując sobie krawat masłem. Normy towarzyskie i powszechne czynności życiowe są mu całkowicie obce i wprost go przerastają. 

Dean Burnett, "Gupi muzg"

Zawsze mi się taka wizja uczonego podobała. Może poza tym "niemający bladego pojęcia o otaczającym go świecie". Ale reszta jest super :D:D

MDCXXXIX. Contra mundum - Chłopcy twardzi jak stal

Ciekawe wykonanie powstańczej piosenki, a do tego zespół nazywa się po łacinie, co bardzo mi się podoba :)


wtorek, 27 grudnia 2016

MDCXXXVIII. ...

Quid autem? Dicere me posse valde interestus sum qualis ea sit nam ab multos annos nulla tam interesta mihi videbatur. Spectabimus quid sit, spectabimus.

niedziela, 25 grudnia 2016

MDCXXXVII. Trening świąteczny

Nie ma nic lepszego po tym jak dwa dni jadło się więcej niż normalnie, jak zaaplikować sobie godzinny szybki, trening oparty o tabatę, interwały, burpee, pajacyki itp. Od razu czuje się lepiej :)
Burpee zwłaszcza szybkie i w bardziej skomplikowanych odmianach np. na jednej nodze, z pompką, itp. to jednej z moich ulubionych ćwiczeń, nic innego w domu nie jest w stanie tak szybko podnieść tętna i zmęczyć, nie przez przypadek ćwiczenie to jest jednym z podstawowych elementów treningu wszelkich wojskowych oddziałów specjalnych na całym świecie. 

piątek, 23 grudnia 2016

MDCXXXVI. Wolność

W odniesieniu do utworu zamieszczonego w poprzednim poście muszę kilka słów jeszcze napisać o rozumieniu wolności, która uważa dziś jest często rozumiana błędnie. W odniesieniu do mądrze rozumianej wolności nie idzie przecież o wolność absolutną - która w rozumieniu wielu osób oznacza w praktyce wolność do czynienia zła - alkohol, promiskuityczy sex, żądza pieniądza - to nie wolność - to niewola własnych popędów, to zakucie swej duszy w kajdany jak niewolnika. Cyceron napisał, że Wszyscy służymy prawom, abyśmy mogli być wolni, oraz że z Największej wolności powstaje tyrania. Dlatego prawdziwa wolność to wolność w służeniu zasadom i wartościom w które się wierzy to wolność w czynieniu dobra a nie w czynieniu zła. Zło nigdy nie jest wolnością i nasze popędy nie są wolnością. Wolność to obojętność o czym już pisałem w kilku notkach oraz wolność w zakresie tego w jaki sposób chcemy kroczyć słuszną i właściwą ścieżka. Przynajmniej tak ja to rozumiem.

MDCXXXV. Dziki i swobodny

Piękne



Radosny każda chwila
Jakby to był ostatni raz

......
Widzę go ponad mgłą 
świat przemierza drogą swą

.......

Żyje tak jak chce żyć,
Z czystych źródeł wodę pić


czwartek, 22 grudnia 2016

MDCXXXIV. Ważka na wodzie

Ważka na wodzie

W czarodziejskim ogrodzie 
Bluszczem porosłym starym
Tańczy ważka na wodzie
I przegania komary

Skrzydłami szybko porusza
Niebieską barwą objęta
Krąży jak ognika dusza
Tchnieniem wiatru muśnięta

Stopą dotyka toni
I kręgi w koło wzbudza
Za owadami goni
I wcale się nie utrudza

 Skrzydła się poruszają
Że ich nie widać, szybko
Błyski wokół igrają
Tak się porusza gibko

Ponad taflą szybując
Przegląda twarz w jeziorze
 Jak szybowiec pikując
Myśląc, że to jest morze 

 W czarodziejskim ogrodzie
 Który w studni jest marzeń
Ujrzałem ważkę na wodzie
 Wśród innych dziwnych zdarzeń







wtorek, 20 grudnia 2016

MDCXXXIII. Adam Asnyk - Letni wieczór

Letni wieczór

Już zaszedł nad doliną
Złocisty słońca krąg -
Ciche odgłosy płyną
Z zielonych pól i łąk.

Dalekie ludzi głosy,
Daleki słychać śpiew
I cichy szelest rosy
Po drżących liściach drzew.

Promieni gra różana
Topnieje w sinej mgle,
A świeży zapach siana
Skoszona łąka śle.

Wraz z wonią polnych kwiatów,
Z gasnącym blaskiem zórz
Cicha poezja światów
W głąb ludzkich spływa dusz.

W półcieniu pierś olbrzymią
Podnoszą widma gór,
Nocnymi mgłami dymią,
Wdziewają płaszcze chmur.

I wiążą swoje skrzydła,
Podarty kryjąc stok,
Jak senne malowidła
Powoli toną w mrok.

Wieczoru blask niepewny
Oświetla obraz ten -
Ludzie w zadumie rzewnej
Gonią piękności sen.

MDCXXXII. ...

Wymienianie okien zimą jak ja lubię taki syf i rozpierdziel. blee

Link within

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...